Ręka Fatimy, czyli historia z targu w Belgradzie.

Pod koniec kwietnia byłam w Belgradzie. Nigdy wcześniej nie byłam w tamtej stronie świata. Dziwne to miasto, jakby czas je opuścił. Ni stare, ni nowe, w pół jakiejś przemiany, w pół rozpadu zatrzymane…
Miasto Pavicia – co oczywiście nastrajało mnie chazarsko, zwłaszcza, że w perspektywie miałam spotkanie z Jasminą Mihailović. Ale o tym kiedy indziej. Bo rzeczy się dzieją jak i kiedy chcą, niespodziewanie. Maleńkie zdarzenia. Można by je uznać, za nieistotne drobnostki. Albo i nie.

Zamiast zwiedzać Cytadelę i szwendać się po Placu Republiki, poszłyśmy z M. na targ – największy, stary targ, gdzie jest wszystko: cukinie, pomidory, kapusta, szpinak, papryki rozmaite i przetwory z papryk, ajvar w dowolnych wersjach i ilościach, macedońskie stoiska z półproduktami do ciast i past, dalmatyńskie stoiska z oliwkami, tu i tam pod ladą rakija… Bogactwo nieprzebrane smaków, zapachów, kolorów, twarzy i języków. Nasyciwszy oczy, nosy i kubki smakowe zawędrowałyśmy do tej części targu, gdzie są głównie Cyganie. Cyganie zewsząd, którzy sprzedają wszystko, co się tylko da sprzedać – używane ubrania, buty, torebki, okulary przeciwsłoneczne, książki, bibeloty, zegarki, biżuterię… Idę o zakład, że jakby bardzo chcieć, to i broń, i różne białe proszki by się znalazło. Ale my chciałyśmy po prostu popatrzeć, może kupić jakąś biżuterię, prezenty dla dzieci… W tej części targu – to dopiero ciżba! A krzyk!

– Bierzcie, bierzcie, 3 sztuki po sto!
-Bierzcie, bierzcie, wszystko po trzydzieści!
-Oryginalne Raybany, proszę pani, z lat sześćdziesiątych!
-Pani z Rosji? Aaa, Polka, to przepraszam…

Mała, niezbędna dygresja – noszę ze sobą zawsze rękę Fatimy. Naszyjnik z szajsmetalu. Na dłoni jest Gwiazda Dawida z błękitnym szkiełkiem w samym środku. Trochę mnie ta gwiazda dziwiła, bo to przecież arabski talizman jest… Ale lubię ten znak. I historię Fatimy – tę mitologiczną, o zejściu do podziemi, o śmierci i odrodzeniu.

No więc nagle w tym gwarze, przy jednym ze stoisk zatrzymuje mnie starszy mężczyzna – na oko może mieć ze siedemdziesiąt lat. Wysoki, żylasty, miedzianoskóry. Oczy ma zielone i jakieś takie… Jasne, przejrzyste, niemal świetliste, koloru słońca w wodzie. Dobre. Tutaj, gdzie wszystkie oczy oczy są albo zmęczone, albo cwane, to robi wrażenie.

-Dziecko, ty imajesz Fatiminu Ruku! – mówi do mnie.
-Ano, mam.
– Wiesz, co to jest za znak?
-Wiem – odpowiadam, choć wiedziałam, jak się okazuje, niewiele.
-Aj, masz rękę z Gwiazdą Dawida! Skąd jesteś?
– Z Polski.
-W Polsce się takie nosi?
-Nie – mówię i zaczynam się śmiać na samą myśl o Polakach ustrojonych w muzułmańsko-żydowskie amulety – Po prostu ja noszę.
-Piękna jest. Sprzedasz mi ją?
-Nigdy, przenigdy! Jest moja!

Całą rozmowa toczy się pół po angielsku, a pół w takim specyficznym ogólnosłowiańskim narzeczu, które samoczynnie się pojawia. Żegnamy się, pan się do mnie uśmiecha i mówi:
-To dobry znak jest. Do widzenia!

Po czym po chwili dogania mnie między straganami i prosi, żebym poszła z nim na sekundkę tutaj, zaraz, w jedno miejsce, do jego przyjaciółki, to jest Bośniaczka, że on koniecznie chce, żebyśmy się spotkały. Hmmmm… No dobra, idziemy, daleko nie jest, na skraju targu jest cały pas wydzielony, zamknięty, zastawiony metalowymi płotkami, zasłonięty czarną folią. Tylko jedna buda stoi – bar z frytkami, zapiekankami i innymi specjałami. Za ladą dwoje ludzi, Bośniaczka i jej mąż. Witamy się, starszy pan pokazuje kobiecie mój naszyjnik, a ta się śmieje i mówi tak:
-Aaaaa, Polka! Bardzo mi miło! Widzę, że poznałaś Aziza! To mój przyjaciel i opiekun. Spójrz – pokazuje mi swoją własną rękę Fatimy wiszącą nad blatem – to on mi to dał. Ja za ten bar zapłaciłam 3000 euro, wszystkie pieniądze jakie miałam, a pewnego dnia przyszli tu ludzie z miasta i powiedzieli, że całą tę część zamykają, że mamy się wynieść do następnego ranka. To była katastrofa – jej mąż potakująco kiwa głową. Siedziałam tu i płakałam, aż przyszedł Aziz i jak usłyszał, co się stało, przyniósł mi tę rękę, kazał powiesić i niczym się nie martwić. I wiesz, ja tak zrobiłam, a następnego dnia przyszli tu znowu ludzie z miasta, postawili te wszystkie płotki i folie… A mi powiedzieli: pani może zostać. Bez wyjaśnienia, po prostu. Aziz to mądry człowiek, dużo wie i zna dużo historii…

Kobieta i jej mąż się śmieją, ja myślę sobie: Ach, cudowna opowieść, uwielbiam historie cudowne i prawdziwe, zwłaszcza kiedy cuda dotyczą budy z frytkami na targu… I wtedy zaczyna mówić Aziz, bardzo spokojnie, powoli, uważnie, a oczy mu się robią jasne:

-Ja nie jestem stąd. Jestem z Iraku. Mieszkam tu już 20 lat, ale jestem ze wsi niedaleko Bagdadu. Jestem muzułmaninem. Ale to nie ważne kim jesteś – muzułmaninem, chrześcijaninem, czy Żydem – ważne jakim jesteś człowiekiem. Nieważne skąd jesteś ani w co wierzysz, dobry człowiek jest dobrym człowiekiem i innym ludziom życzy dobrze. Ręka Fatimy, to bardzo dobry i potężny znak. To jest wszystko co dobre, przeciw wszystkiemu co podłe i ciemne. W moich stronach wszyscy go używają: muzułmanie nazywają go ręką Fatimy, córki proroka Mahometa; Żydzi – ręką Miriam (powiedział której, ale nie pamiętam), a chrześcijanie – ręką Marii, matki Jezusa. To jest potężna siła ochronna – siła kobiety, matki i całej Natury. To jest wszystko co dobre, przeciw wszystkiemu co złe, podłe i ciemne. Noś go zawsze z radością. Wystaw na słońce i księżyc. Kiedy masz menstruację – zdejmij go na parę dni. I kiedy idziesz do toalety – też zdejmij. Jeśli zapomnisz – nic się nie stanie, ale jeśli będziesz pamiętać – zdejmij. Nocą kładź go pod poduszkę, jeśli chcesz…

Stałam z otwartą paszczą, próbując pojąć kilka rzeczy naraz. To, co mówił Aziz. To, że przyczyną naszego spotkania (ja – heretyczka panteistka z katolickiego kraju, on – muzułmanin) był tandetny wisiorek z wizerunkiem żydowskiej gwiazdy na środku kobiecej dłoni. I że to dzieje się w mieście, które tysiąc razy zmieniło oblicze i wyznanie, i w którym pewien facet przez dwadzieścia lat zastanawiał się, dlaczego ciągle się szukamy i dlaczego nie możemy się spotkać…

O coś go pytałam, o napisy na arabskich amuletach, sama już nie wiem o co… Powiedział, że możemy się spotkać w niedzielę (był piątek, a sobotę spędzaliśmy w monastyrze poza Belgradem) – i on mi spróbuje wyjaśnić, co będzie w stanie wyjaśnić.
Tego dnia już niczego nie szukałam, nie kupiłam prezentów dla dzieci, poszłyśmy stamtąd.

Niedziela była naszym ostatnim dniem w Serbii. Po południu wracaliśmy do Warszawy. Koło południa poszłyśmy więc na targ – kupić wreszcie te gościńce dla dzieci. I zobaczyć, czy Aziz tam będzie. Kupiłam ze trzy kilo rozmaitej fantazyjnej biżuterii od wielkiego, strasznego, wytatuowanego cygańskiego dziada. Aziza nie było nigdzie. No cóż. Trudno. To idziemy do domu.
I w ostatniej chwili pomyślałam sobie: A, co tam, pójdę powiedzieć „do widzenia” tym Bośniakom od frytek i hamburgerów, mili są. Oni już z daleka się uśmiechają, ja się żegnam, a kobieta mówi:
-Aziz był tu rano, ale musiał iść. Zostawił coś dla ciebie.
I podaje mi trzy elegancko spięte kartki papieru. Zadrukowane. Wszystko o ręce Fatimy – od prehistorii po dziś, tradycja, symboliki różne, zwyczaje… PO POLSKU!
Starszy pan z oczami koloru słońca w wodzie znalazł to wszystko w internecie, przetłumaczył googlem, wydrukował, zszył i przyniósł, i zostawił dla mnie, nie wiedząc czy przyjdę.

To tyle. Nic więcej. Nie ważne, skąd jesteś, ważne czego szukasz…

p.s. Historie chazarskie zawsze w jakiś sposób dotyczą połączenia lub jego braku. Kiedy pisałam ten post i chciałam wstawić zdjęcie, najpierw znienacka wyłączył mi się telefon, w którym je miałam. Potem nie mogłam zdjęcia przekopiować z telefonu do komputera (odmowa dostępu). A wreszcie powiedziało mi, że „strona http://www.facebook.com jest niedostępna” i w ogóle zeżarło mi internet… Ku!Ku!

Reklamy

Informacje o Parparusza Wędrowna Wytwórnia Zdarzeń

Zawsze w drodze... Always on the way... Siempre en camino... Sempre in cammino...
Ten wpis został opublikowany w kategorii adam kadmon, ateh, inspiracje, marginalia, opowieści, opowieści chazarskie, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Ręka Fatimy, czyli historia z targu w Belgradzie.

  1. Pingback: Z targu w Belgradzie – historia chazarska | PARPARUSZA

  2. kjczemplik pisze:

    No proszę, jeszcze jedna mocna historia związana z ręką Fatimy…
    Tak jak i ty, noszę na sobie prawie zawsze, a w podróżach obowiązkowo, błękitną, jemenicką rękę Fatimy, tzw. hamsę. Historia, zarówno znaku, jak i mojego specyficznego wisiorka poruszyła mnie do tego stopnia, że swojego podróżniczego bloga zaczęłam pisać pod pseudonimem bluehamsa 🙂
    Dla mnie hamsa to przede wszystkim symbol tego, że mimo różnic, mamy też podobieństwa i uważam, że jeśli jakiś symbol od tysięcy lat pojawia się zarówno w kulturze żydowskiej, chrześcijańskiej i muzułmańskiej to jest z pewnością trwały, ale być może też potężny w sensie znaczeniowym. Bo czymże jest znak dłoni Miriam/Fatimy, jeśli nie symbolem kobiecej siły, macierzyństwa, wierzy się, że chroni przed „złym okiem”, nieprzychylnymi myślami, a muzułmanie widzą w dłoni napis „Allah” i symbol pięciu filarów islamu, wartości dla nich najważniejszych. „Bóg jest w tobie, bo jest wszędzie” itd., tyle znaczeń!
    Hamsa ze srebrnego filigranu, z błękitnym oczkiem lub kulką, otoczoną gwiazdą Dawida lub i nie… Jemeńscy Żydzi po wybuchu konfliktu izraelsko-palestyńskiego, jak wiele innych żydowskich społeczności na świecie, byli zmuszeni opuścić ich wielopokoleniową ojczyznę i wyruszyć w podróż do Izraela, Stanów Zjednoczonych, Europy… Tam niektórzy kontynuują tradycję jemenickiej biżuterii ze srebrnego filigranu. Moja hamsa ma kółeczko z 3-tysiącletniego szkła, z wykopalisk archeologicznych na terenie Izraela.
    Dotarła do mnie przez jubilera, który przyjechał do Krakowa na Festiwal Kultury Żydowskiej, a ja – jako wolontariuszka – pomagałam mu w organizacji warsztatów i wystawy… Ten wisiorek przykuł moją największą uwagę i po tygodniu codziennego przyglądania się, postanowiłam go kupić 🙂
    Ot, historia.

    Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s